Obserwatorzy, Urząd Marszałkowski
Najciekawszy był tramwaj? Bełkot nastawianego radia to piękny efekt, od lat 70-tych ulubiony przez twórców, mniej przez odbiorców, podobnie jak radaropodobne plumkanie. Zaplątana sieć, tworzona przez obserwatorów, przeradza się w żywe organizmy roślinne?
Khora, Collegium Maximum (NBP)
Wdzięczny budynek, dopasowane widowisko, ale nie tak przestrzenne i dynamiczne, jak w ubiegłych latach. Wada – elektroniczny charkot, ślady płynności dźwiękowej dopiero na zakończenie.
Katedra
Ciekawa instalacja, dopasowana do pobliskiego kościoła ewangelicko-augsburskiego. We wnętrzu nastrój prawie średniowieczny, surowe drewno, zapach wosku, wysokie dźwięki wokaliz, mnożące się pod szklaną wieżą. Nie zrozumiałem powodu, dla którego rozlegał się warkot (trochę psuł nastrój, a i tak niskie dźwięki nie współpracowały z szybami), ale trudno, nie wszystko łapię...
Niemożliwe krajobrazy, niesamowite światy, Kościół św. Ducha
Ładne, wypracowane przesłanie o splataniu przyrody i techniki, technicznie zepsute przez dudniący sprzęt audio, nie będący w stanie przenieść zadanych częstotliwości. Bliskie przebywanie = kołatanie serca, ale dobre w oglądaniu.
Widowisko niby statyczne, znakomicie ulokowane, piękne dźwięki (plemiona z Konga), piękna akustyka, duże wrażenie. Zamarły wszechobecne śmichy-chichy, bicie ratuszowego zegara znakomicie wpasowało się w przestrzeń dźwięków.
Klimaty
Klimaty to fosforyzujące (luminescencujące?) taśmy tworzywa, rozpięte równolegle między drzewami; to instalacja glinianych świeczników w ruinach Zamku, gdzie tło wyśpiewywał znakomicie ochrypły wokalista do podkładów rockowych, nadając miejscu swoiste ciepełko; to rurki świetlne, ułożone w dywan na Ciasnej; oraz Vivaldi i Grieg w wykonaniu młodzieży rockowo-smyczkowej w piwnicy Ratusza. To także tłumy, przewalające się przez Starówkę, które złaknione były tego swoistego, Wielkiego Grilla, często swoim grillowym bajdurzeniem przykrywające dźwięki festiwalowe, czyli połowę jego treści
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz